Menu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka literatury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka literatury. Pokaż wszystkie posty

Lot nad kukułczym gniazdem • Ken Kesey


McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby wykpić się od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym wydaje mu się dobrym żartem. Do chwili, gdy dowiaduje się, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za wyleczonego. Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami. McMurphy, który buntuje przeciwko niej chorych, nagle zdaje sobie sprawę, że jeśli się przed nią nie ukorzy, nie opuści szpitala. Czy da się pokonać bezdusznemu Kombinatowi?
(opis wydawcy)

     Gdyby ograbić powieść ze szpitalnej otoczki i zastanowić się nad alegoriami, których obraz wyziera z jej kart, okaże się, że czytamy o mozolnej i niezwykle ciężkiej walce z surowym systemem. Przyglądamy się niesłabnącej woli wolności i walki o prawo do niezgody, ale też, kontrastującego z tym, poczucia strachu przed utratą bezpieczeństwa. Dla wielu powieść na pewno przywiedzie na myśl metaforyczny obraz walki z przejawami totalitaryzmu i indoktrynacji, lecz siłą tej książki jest jej uniwersalizm i wielopłaszczyznowość. Możemy odczytywać ją jako zmagania ze światem, w którym obecnie egzystujemy, jako bój z zasadami społecznymi, krzyk dobywający się z piersi jednostki walczącej o swój indywidualizm. 

     Książka pełna jest niedomówień, metafor pozostawionych do rozszyfrowania przez czytelnika. Pozbawiona moralizatorskiego wydźwięku pozwala na wiele różnorakich interpretacji, choć nie ma co ukrywać, że jej finalna wymowa jest bardzo gorzka i deprymująca, a już na pewno skłania do niejednej refleksji. Już dawno nie czytałam książki, która byłaby mozaiką tak wielu zręcznie połączonych ze sobą myśli i motywów, a co więcej jestem przekonana, że każda kolejna lektura tej powieści przyniesie ze sobą nowe doświadczenia i przemyślenia.

Wieczorami coraz trudniej jest mi znaleźć moje łóżko; pełzam na czworakach i obmacuję sprężyny, aż natrafiam na kulki stwardniałej gumy do żucia. Nikt nie skarży się na mgłę. Już wiem dlaczego: jest ohydna, ale przynajmniej można się w niej skryć i czuć bezpiecznym. Tego właśnie McMurphy nie potrafi zrozumieć — tego, że chcemy być bezpieczni. Usiłuje wyciągnąć nas z mgły na otwartą przestrzeń, na której będziemy stanowić łatwy cel.
     Ciekawym i godnym uwagi czytelnika zabiegiem jest to, że cała historia przedstawiona jest z perspektywy jednego z chorych mężczyzn, którego własne, dziecinne wspomnienia czy portret męczących go demonów, przeplatają się z fabularną ścieżką powieści. Może rodzić to wiele pytań, przede wszystkim podać w wątpliwość obiektywizm opisywanych przez naszego narratora sytuacji, a finalnie zniekształcić wymowę i interpretację całej powieści. Na pewno nie jest to zabieg przypadkowy, więc absolutnie nie postrzegam go jako ułomności tekstu, a raczej interesujące urozmaicenie i wkomponowanie doń możliwości kolejnych analiz.

Jak tylko wszedłem, od razu mnie uderzyło, że nikt się tu nie śmieje. Nie słyszałem prawdziwego śmiechu, odkąd przekroczyłem próg szpitala, rozumiecie? Do licha, przecież człowiek traci grunt pod nogami, kiedy traci ochotę do śmiechu! 
     Co ważne - przytłaczająca, klaustrofobiczna atmosfera zamkniętego i kontrolowanego szpitala, nierzadko rozładowywana jest manierami energicznej i świetnie wykreowanej sylwetki głównego bohatera oraz inteligentnymi dialogami, które momentami nawet bawią. Pozwala to zachować równowagę w powieści, której jednym z przesłań jest próba nakłonienia do dbania o własną, emocjonalną stabilizację. Jako czytelnicy nie czujemy się przytłoczeni powagą wydarzeń, choć te, momentami, są naprawdę zatrważające. Język, którym posługuje się autor, jest łatwy i przyjemny w czytaniu, nie stanowi dla czytelnika żadnej utrudniającej lekturę bariery, przez co można stuprocentowo poświęcić uwagę wydarzeniom per se.

     Jedynym mankamentem, który w moim odczuciu zaniża ostateczną ocenę, jest samo zakończenie. I nie chodzi mi o treść i sposób, w jaki rozstajemy się z protagonistami, a o formę, która wydała mi się niezwykle uboga. Ostatnie kilka stron, w których zawarty jest ważny finał, jest opisane bardzo po macoszemu. Gdyby rozwlec je na kilka dodatkowych akapitów, powieść na pewno by na tym zyskała. Jednak finalnie i tak jest to niesamowita książka, bogata w treści, które z pewnością można odkrywać przy wielokrotnej lekturze, a wszelkie niedociągnięcia są raczej przejawem subiektywnych fanaberii czytającego niźli faktycznych ułomności powieści jako takiej.

     Niestety dzisiaj nie jestem w stanie porównać ze sobą książki i jej ekranizacji, aczkolwiek na pewno niedługo będę starała się nadrobić zaległości. Szczególnie że historia McMurphy'iego i jego szpitalnych kolegów naprawdę mnie poruszyła i już teraz wiem, że tytuł ten walczyć będzie o podium najlepszych powieści, które przeczytałam w 2017 roku. Gorąco polecam Wam zaopatrzyć się we własny egzemplarz, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście i oczywiście poświęcić się lekturze.

Świat należy do silnych, przyjacielu! Nasza egzystencja oparta jest na zasadzie, że silni rosną w siłę, pożerając słabszych. Musimy się z tym pogodzić. To zupełnie normalne. Poniekąd prawo przyrody. Króliki je akceptują i wiedzą, że rola silnych przypada wilkom. Same zaś są sprytne, płochliwe i zwinne, kopią nory i kryją się, gdy wilk jest w pobliżu. Jeżeli przetrwają, gra toczy się dalej. Znają swoje miejsce. Na pewno żaden nie rzuci się na wilka. Bo to nie byłoby rozsądne, prawda?
★★★★★★★★★☆ ♥
"Lot nad kukułczym gniazdem" - Ken Kesey • 368 stron • wydawnictwo Albatros

Czytaliście lub zamierzacie przeczytać "Lot nad kukułczym gniazdem"?
Dajcie znać w komentarzach i do napisania! 

Nowy, wspaniały świat • Aldous Huxley

W roku 2541 (czyli w 632 roku nowej „ery Forda”) obywatele Republiki świata powstają w rezultacie sztucznego zapłodnienia i klonowania. Od niemowlęcia poddawani są wszechstronnemu psychologicznemu i biologicznemu warunkowaniu — po to, by w wieku dojrzałym stać się cząstkami kastowej społeczności, złożonej z pozbawionych wyższych uczuć ludzkich automatów. Czy ten „wspaniały świat”, w którym dominuje seks, prymitywne rozrywki, narkotyk soma, jest tylko zrodzoną w wyobraźni pisarza fantasmagorią? 
(opis wydawcy)

     Funkcjonowanie Republiki świata poznajemy z kilku różnych, ciekawych perspektyw. Zaznajamiamy się z Leniną, która jest przedstawicielką nowego ładu i podporządkowuje się wszelkim jego zasadom. Bernardem, który jako jeden z niewielu do końca nie akceptuje otaczającej go rzeczywistości, a finalnie dzikusem Johnem, który reprezentuje osobę ze „starego świata”. Ten ostatni jest nie tylko bohaterem niebywale złożonym i tragicznym, ale w moim odczuciu najbardziej wartościowym ze wszystkich postaci. To właśnie dzięki niemu, w pewnym stopniu, możemy dogłębniej i klarowniej zrozumieć różnicę światopoglądów ludzi żyjących w nowym oraz tym bardziej przypominającym znane nam dziś realia, świecie. John pozwala nam na utożsamienie się z jego zagubieniem i ciekawością, które narastają wraz z czasem, jaki spędzamy z nim w Republice świata, a sam zabieg porównania, choć nie stanowi najważniejszego aspektu książki, jest czymś, co pozytywnie mnie w niej zaskoczyło.

Chodzić i rozmawiać, co za osobliwy sposób spędzania popołudnia.
     To, co również działa na plus tej powieści to obiektywizm. Autor rysuje dla nas zdarzenie się dwóch bardzo różnych mentalności i kultur, ale wbrew pozorom, nie gloryfikuje żadnej z nich. Czytelnik sam może zweryfikować pozytywne i negatywne aspekty każdego z tych środowisk i zbudować własny pogląd na ich temat. Choć huxleyowska wizja przyszłości została okrzyknięta jedną z najważniejszych antyutopii w literaturze, po zapoznaniu się wyłącznie z zarysem jej fabuły, ciężko to zrozumieć i bezsprzecznie zaakceptować. Nasycona filozofią hedonizmu kreuje dla nas świat pełen kontroli, należytego porządku i co najważniejsze, powszechnej szczęśliwości, a to wywołuje raczej pozytywne odczucia. Dopiero przy bliższym wczytaniu budzi niesmak, a nawet lęk. Rodzi również wiele pytań, jak chociażby gdzie i czy w świecie globalnego dobrostanu jest miejsce dla Boga oraz, czy człowiek nieświadomy swojej niewoli, rzeczywiście może być nazywany osobą zniewoloną?

- Wolę pozostać sobą – opierał się. - Sobą, choćby nieprzyjemnym. A nie kimś innym, choćby nawet wesołym. 
     W książce brakowało mi jedynie dogłębniejszego ukazania zróżnicowania życia w poszczególnych kastach, szerszej perspektywy, a nie tylko skupienia się na ludziach uwarunkowanych w najbardziej uprzywilejowany sposób. Więcej przykładów, historii z życia codziennego obywateli Republiki świata. O ile, o czym wspominałam wyżej, zderzenie się wykreowanego uniwersum Huxleya z tym starym, z którego pochodził John, całkowicie kupiło moją przychylność, o tyle dość zdawkowe potraktowanie niektórych ciekawie zapowiadających się wątków, zdecydowanie osłabiło moją sympatię względem tej powieści. Jest to utwór z szalenie dużym potencjałem i fantastycznym nań pomysłem, ale ubranie go w taką, a nie inną fabułę, nie do końca mnie przekonało i zaspokoiło moje oczekiwania. Wiele kwestii nie zostało wyjaśnionych, a nie każda wątpliwość należycie rozwiana.

Wierzy się w to czy tamto, bo tak się jest uwarunkowanym.
     Finalnie jednak chodzi tu o ideę kontroli i warunkowania ludzkich umysłów, w czym leży cała potworność tej powieści. Wizja ta jest tym straszniejsza, iż zewsząd słychać głosy przemawiające za tym, że żyjemy w czasach niechybnie prowadzących do jej urzeczywistnienia. Właśnie w tym kierunku idzie nasz współczesny postęp nauki, ale i mentalności ludzkich umysłów, które za wszelką cenę dążą do likwidacji wszelkiego cierpienia, nie zastanowiwszy się uprzednio, jakie nauki z niego pobieramy? Być może za kilkaset lat sami sobie, na własne życzenie, wybudujemy nowy, lecz jak się okazuje niekoniecznie wspaniały świat?

     Choć książka nie spełniła moich oczekiwań i raczej nie plasuje się nazbyt wysoko na liście utworów, które wywołały u mnie szczery podziw, warto się z nią zapoznać.

★★★★★★☆☆☆☆
„Nowy, wspaniały świat” - Aldous Huxley • 256 stron • wydawnictwo Muza

Popularne wpisy

zBLOGowani.pl

Copyright © Pokulturzony | Powered by Blogger

Design by Anders Norén | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com